Zawsze wszystko robię na opak i staram się przyspieszyć proces. Co tam ćwiczenie na serwetkach i oswojenie się z nimi, czas na coś innego! Od zawsze miałam problem z zatrzymaniem się w jednym miejscu na dłużej. Z decoupage jest podobnie. Z każdą, skończoną rzeczą jak ten ćpun adrenaliny chcę spróbować czegoś nowego. Jakbym nie mogła na moment się skupić na jednej rzeczy...
Po zrobieniu pudełka ze złotym wieczkiem wciąż zostało mi jeszcze jedno do udekorowania. Serwetka została względnie opanowana, w takim razie rzuciłam się na papier do decoupage. Znalazłam śliczny motyw z niezapominajkami, pokochałam go za to jak się nie drze i marszczy pod wpływem kleju i... zdałam sobie sprawę jak bardzo odstaje od pudełka wyglądając, jakby obrazek wcale nie był na nim namalowany. Płacz, lament, zgrzytanie zębów. Nie pokochaliśmy się, oj nie.
Zdaję sobie sprawę, że całe stada twórców decoupage z papierem jest za pan brat i szerzę jakieś herezje teraz, ale ja się nie dałam porwać. Albo inaczej. Dałabym, gdybym miała nie takiego delikatnego motywu jak właśnie niezapominajki. Nie da się wyciąć cieni tak idealnie, żeby nie było widać granicy między papierem, a pudełkiem. Jak będę dekorować coś ciemnego, to oczywiście, że po niego sięgnę. Jednak na jasnym pudle nauczyłam się, że lepiej jednak bawić się w ekwilibrystykę serwetkową. Albo spróbować papieru ryżowego, w końcu co nudne to nie my.
Nie powiem, że nie jestem zadowolona z efektu. Oczywiście, że jestem. Poza tym obdarowana jest zadowolona, więc to chyba jest najważniejsze. Zważywszy, że to nadal pierwsze moje kroczki w dziedzinie, to całkiem nieźle, że moje pudełka nie wyglądają jakby je dekorował ślepy z parkinsonem. To w pewnym sensie rokuje dobrze na przyszłość. Albo powinno, bo w końcu meble to nie przelewki i jak sobie rozwalę szafę, to pretensje będę mogła mieć tylko do siebie. Ale i tak będę ją kochać, tak jak zjadłam moją pierwszą w życiu jajecznicę, której zawartość węgla poprzez spalenie była znacznie wyższa niż dzienne zapotrzebowanie na ten pierwiastek. Tak to już jest. Jak sobie coś człowiek sam zrobi, jak bardzo by to nie było spalone lub krzywo udekorowane, z godnością przełknie porażkę. Dosłownie lub w przenośni.
Szczerze mówiąc, najbardziej z wszystkiego lubię lakierowanie. Lubię to poczucie, że za którąś warstwą nagle całe pudełko jest tak cudownie gładkie, że mogę je miziać kolejne godziny. Nic nie daje takiej satysfakcji jak dotyk idealnie wygładzonej powierzchni.
Poza tym, nie da się zaprzeczyć, że modelka prezentuje się w pudełku zacnie.
Ponownie, zdjęcia wykonała dla mnie Limonka, za co jestem jej gorąco wdzięczna. I tym oto optymistycznym akcentem kicam kleić ten papier ryżowy, bo jak już wspomniałam, trudno mi zatrzymać się przy jednej rzeczy na dłużej.

E, tam marudzisz. Moim zdaniem niezapominajki wygladaja pieknie! Modelka tez super :D
OdpowiedzUsuńJa zawsze marudzę, taki mój urok :P Modelka jest moim faworytem z tej sesji, jej wyraz twarzy jest absolutnie genialny.
UsuńBuzi!
Bo to marudny Fox jest. A pudełko jest urocze. Proszę natychmiast zacząć się zachwycać! :DDD
OdpowiedzUsuńIdę się posłusznie zachwycać w tej chwili :D
Usuń