poniedziałek, 10 lutego 2014

Nie takie pechowe pudełko z pawiem


Kupiłam dziś patynę, bo taka jestem niecierpliwa. Z trudem powstrzymałam się od kupienia trzech papierów ryżowych tłumacząc sobie, że w końcu nie mam na nie pomysłu, wrócę po nie z konkretnym planem. Też się nie obawiam, że ktoś mi je wykupi. Obserwuję bardzo uważnie jedyny w okolicy sklep, który ma zaopatrzenie do decoupage i produkty znikają z półek tylko dlatego, że ja je kupuję. Od świąt leżą tam papiery z motywami świętych obrazków. Ja się osobiście nie palę do robienia czegoś ze świętymi obrazkami, więc te skazane są na wieczne niekupienie. Obawiam się, że jestem jedyną osobą zainteresowaną asortymentem tego sklepu w promieniu dziesięciu kilometrów.
Opisane dziś pudełko zrobiłam o dziwo dla siebie. Na urodziny zostało mi sprezentowane surowe, drewniane pudełko z zaleceniem, że czas najwyższy zrobić coś dla siebie. Zwłaszcza, że jak się okazało, nie mam w czym trzymać biżuterii. Przypomina się przysłowie o szewcu, co bez butów chodzi.
Jako, że lubię pawie, decyzja była prosta. Zrobię sobie ciemne pudełko z motywem pawia i pawich piórek, przy okazji pozłocę je bo tego jeszcze nie próbowałam. Nie wiedziałam, że to będzie obkupione taką ilością mocnych wrażeń.


Problem pierwszy - kupiłam ciemnogranatową bejcę, na pudełku była ewidentnie fioletowa. Nie przejęłam się, fiolet też pasował do zamysłu, więc problem z głowy. W takim razie przykleiłam na wieczko tło z ornamentami, a gdy to wyschło, dokleiłam papier ryżowy z pawiem i piórami. Drugi dramat nastąpił zaraz potem. Wbrew moim oczekiwaniom papier nie zrobił się przezroczysty i spod obrazka nie przebijało tło. Obraziłam się na pudełko na bite pół godziny. Dokładnie tle, ile było potrzeba czasu na wyschnięcie kleju i okazanie się, że jednak papier ryżowy zrobił się przezroczysty. W tym momencie przysięgam, że pokochałam go miłością czystą i odwzajemnioną.


Oczywiście, żeby nie było zbyt sielankowo, podczas patynowania na złoto udało mi się zamalować nie tylko pudełko, ale też komputer, kota, biurko i siebie. Kot szczególnie się nie przejął dodatkowymi akcentami kolorystycznymi, ale ja wyskrobać złotych smug spod paznokci i twarzy nie umiałam jeszcze długo. Na bogato wyglądałam, nie powiem. Zwłaszcza, że robiąc rozbryzg w środku i w niektórych miejscach wieczka zapomniałam o prawach fizyki i pierwszy strzał zamiast na pudełko, poszedł na moją twarz. Wracając do świętych obrazków, wyglądałam jak jeden. Ze złotym trądzikiem zamiast aureoli.



Koniec końców, pudełko wyszło lepiej niż się spodziewałam. I wcale ten paw nie był taki pechowy, jak myślałam, że będzie.
Za zdjęcia dziękuję Limonce. Jest niezastąpiona :)


Pudełko zostało zgłoszone do wyzwania w Szufladzie.

6 komentarzy:

  1. Idziesz jak burza! Pudełko wygląda jak główna wygrana w konkursie. Śliczne.Buziol!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pudełko śliczne czyli głowa pełna pomysłów. Tak trzymać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Oby się tendencja pomysłów utrzymała :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Śliczne pudełko! Bardzo podoba mi się kształt tych pawich piór na wieczku. Bardzo dziękuję za udział w wyzwaniu i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :) I dziękuję za tak miłe słowa!

      Usuń